Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty
Jak każda kobieta bardzo lubię niespodzianki. Dziś tak przy sobocie chciałabym Wam pokazać co znalazło się w ostatniej przesyłce.
Firma Little things jest całkiem młodą firmą, która zajmuje się dystrybucją spersonalizowanych kubków, toreb czy bluz.
W moje łapki wpadły dwa kubeczki i uważam, że napisy jakie się na nich znalazły są trafione w samo sedno.
Zacznę tradycyjnie od estetyki. Oba kubki dodarły do mnie bardzo dobrze opakowane. W środku znalazło się bardzo dużo folii bąbelkowej, która amortyzowała ruchy podczas transportu. Kubki także mają swoje opakowania, które dodatkowo zabezpieczają je przed uszkodzeniem.
Oba kubeczki są bardzo starannie wykonane. Napisy są dobrze wytłoczone na kubkach i nie wygląda na to by zaczęły się ścierać (niektóre nadruki na kubkach niestety mają taką przypadłość).
kawa w takim kubasku smakuje naprawdę dobrze ;)
Dodam, że kubki robione są na każdą okazję i taki prezent sprawiłby nie jednej osobie wielką radochę. W sklepie możecie zamówić kubek z własnego projektu i uważam to za duży plus sklepu , że są bardzo otwarci na klienta i nie robią z tego żadnego problemu.
Ja osobiście bardzo dziękuję za tak miłą niespodziankę.
Jeśli chodzi o jedne z cytatów jaki zalazł się na kubku to cytat z serialu "Jak poznałem waszą matkę":D a sarkazm i ironia powędrowały ze mną do pracy i tam stanowią obiekt zainteresowania wśród koleżanek:D
Ja tym czasem serdecznie zapraszam do zapoznania się z ofertą sklepu którą znajdziecie -tutaj a poni8żej sławetny cytat :D
Tymczasem serdecznie zapraszam na kolejny post a w nim moje ostatnie łupy z promocji Rossmanna.
Ściskam, Iwona
Etykiety:
Witam serdecznie w końcówkę długiego majowego weekendu. Jako, że pogoda za oknem nie sprzyja wędrówkom zachęcam do zapoznania się z najbardziej ekologicznym szamponem do włosów jaki widziałam.
Jak znalazłam te produkt? jakiś czas temu przeglądając fejsika natknęłam się na post Michała z bloga Twoje Źródło Urody, który ogłosił małą akcję testowania tego cuda. Przeczytałam słowa klucze "włosy" i "eko" i stwierdziłam, że nie mogę obojętnie przejść obok tej akcji między innymi dlatego, że bardzo cenię Michała i wiem, że znając jego gust i ogromną wiedzę kosmetyczną produkt jest z najwyższej półki.
Postanowiłam wysłać swoje zgłoszenie. Przyznam szczerze, że bardzo mi zależało na tej akcji więc bardzo grzecznie ale z niecierpliwością czekałam na wyniki. I udało się dostałam powiadomienie, że dostałam się do bardzo zacnego grona testujących szapon firmy O'right.
Przesyłka z produktem doszła bardzo szybko, szczelnie i bezpiecznie zapakowana tak by zawartość nie została w żaden sposób uszkodzona. Otwieram i moim oczom ukazuje się zgrabna buteleczka z bambusowym korkiem.
Nie jest to taki zwykły szampon ekologiczny jakby się wydawało i dodam, że żaden dotąd testowany przeze mnie produkt aż tak mnie nie zaskoczył jak właśnie ten.
Nie tylko rewitalizuje skórę głowy, wzmacnia włosy i przeciwdziała wypadaniu. Jest bogaty w najwyższej jakości aktywne składniki, które docierają do korzenia
włosa.
Bardzo dobrze się pieni, dokładnie oczyszcza włosy i są one po nim bardzo delikatne i nie ma problemu z ich rozczesaniem (przynajmniej w moim przypadku).
Jednak moi milusińscy sekret tego szamponu tkwi w tym, że kiedy nam się niestety skończy nie wyrzucamy buteleczki do kosza ale....zasadzamy ją w ziemi (nie nie oszalałam...przynajmniej na razie ;)
Na dnie buteleczki znajduje się bowiem sprytnie ukryty pojemniczek w którym znajdują się nasiona kawy - tak więc jeśli zasadzimy buteleczkę w ziemi..ona naturalnie ulegnie rozkładowi dając naturalny kompost naszym nasionom powodując ich wzrost. Czyż można bardziej ekologicznie? Nie to, że dostarczymy naszym włosom niezbędnych składników odżywczych to w naszej doniczce wyhodujemy własną osobista kawę;)
Jeśli jesteście ciekawe jak to dokładnie działa zapraszam serdecznie do obejrzenia krótkiego filmiku ;)
Pozdrawiam, Iwona
Etykiety:
Najlepszej jakości kawy mają wyraźnie określone pochodzenie, im
bardziej szczegółowe są te informacje tym lepiej to świadczy o kawie.
Ogólne oznaczenie jak: kawa z Etiopii lub Columbii najczęściej znaczy,
że są to ziarna pochodzące z różnych plantacji, różnych regionów, w
których panują różne warunki klimatyczne i geologiczne. Te ziarna miesza
się w przypadkowej proporcji, zmieniającej się z sezonu na sezon. Taki
„blend” ma swoje zalety – jest stabilny, powtarzalny, bo ziarna, które
smakują źle w dużej ilości innych są słabo wyczuwalne. Z tego samego
powodu taka kawa nie będzie nigdy tak wyjątkowa ani wyrazista jak tak
zwane micro-loty.
Każdy plantator wie, że na jego farmie są miejsca o wyjątkowo dobrych
warunkach dla krzewu kawowca, zacienione, położone wyżej, gdzie sadzi
najlepsze odmiany botaniczne. Ziarno zebrane z tej części separuje od
innych i sprzedaje osobno właśnie jako micro-lot. Wtedy szczegółowo
opisuje miejsce zbioru, odmianę botaniczną, wysokość upraw. Taka kawa ma
wyraźne, specyficzne charakterystyki sensoryczne, które ją definiują.
Cześć,
dziś znów coś dla ciała...i ducha;)Czytając powyższy opis już wiecie co będzie zawierał mój dzisiejszy mały post....kawa....ale i słodkości nie zabraknie;)
Jak zapewne każda z nas wie nie przepadam za dniem jakim jest poniedziałek...jednak ten był dla mnie oprócz natłoku pracy całkiem miły. Moja wspaniała koleżanka postanowiła mi ten dzień wynagrodzić małym (chociaż dla mnie bardzo dużym ) prezentem. Kawa i czekolada czyli to co tygryski lubią najbardziej. Niestety muszę przyznać, że jednego nie potrafię sobie odmówić - filiżanki pysznej kawy rozpoczynając dzień. Nie ma takiej faken możliwości....
Nic tak nie daje radości jak świeżo zmielona kawa...przyznam, że od czasu do czasu kawa aromatyzowana smakuje wyjątkowo. Mi przypadły w udziale smaki Creme brulle i Papua...przyznam, że nie próbowałam obu - tym większa frajda. A smakowały mi obie. Jeśli chcecie i jesteście kawoszami jak ja zapraszam do zapoznania się z ofertą Czasnaherbate.net
Przyznam, że bardzo lubię odwiedzać kawowe strony internetowe ale kiedy jestem w galerii handlowej lubię zrobić małe zakupy na kawowych wysepkach....niestety zapach tak kusi , że nie sposób go ominąć.
W moim małym prezencie znalazła się też ręcznie robiona czekolada - ciemna z malinami i jabłkiem firmy CHOCOTALE - przyznam się bez bicia , że nigdy nie było okazji by taki wyrób spróbować. I co myślę? Że całkiem fajna od czasu do czasu...ae chyba nie moja bajka. Chociaż nie mam się do czego przyczepić. Nieco w niej przeszkadzał mi smak suszonych jabłek. Ale po za tym bardzo smaczna.
Tyle na dziś...niebawem wracam do kosmetyków ale od czasu do czasu będę Was zasypywać czymś dla podniebienia;)
Tymczasem do zo moje kawoszki i czekoladoszki ;)
Etykiety:
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















